niedziela, 28 grudnia 2014

Opowiadania z Kursu Kreatywnego Pisania



Hej. Dzisiaj przychodzę do Was z opowiadaniami z Kursu Kreatywnego Pisania. Link --->TUTAJ<---
Moją grupę czyli grupę IV prowadzi Nathan Alejver. 
Dziś chcę pokazać Wam opowiadania, które pisałam w trakcie jednego z ćwiczeń.
Mianowicie. Nathan podawał nam muzykę a my musieliśmy napisać do tego opowiadanie. 

Pierwszy tematem była to tajemniczość. -->Muzyka do tego tematu.<---

Obudziłam się w jakimś ciemnym i ponurym lochu. Wszędzie pajęczyny i szczury. Jest tu zimno. Cała drżę. Nie mam się czym okryć. A tu tylko podłoga, ściany, niewygodna prycza i okno przez, które wpadają pierwsze płatki śniegu. I ja przywiązana linami do owej pryczy. Po głowie chodzi mi tylko jedna myśl. Nie daje mi spokoju. Jak ja się tu znalazłam? Przed oczami mam tylko jeden obraz. Tego co się wcześniej stało. Szłam ciemną ulica, gdy kątem oka zobaczyłam jakiś ruch, który nagle zmaterializował się za mną. Odwróciłam się i ujrzałam upadłego anioła, anioła zemsty. Przypominał mojego starego przyjaciela. Ale to nie mógł być on. On by mi tego nie zrobił. Chciałam uciekać, ale ten złapał mnie za nadgarstek. Krzyknęłam, ale on zakrył mi usta dłonią i przysunął do siebie. Potem wysyczał mi do ucha. 
-Dlaczego mi to zrobiłaś? Dlaczego mnie zostawiłaś? Teraz za to zapłacisz! Będziesz błąkać się tak jak ja. W cierpieniu, bólu. Nigdy nie zaznasz radości. 
Potem tylko ból jeden wielki przezywający ból. I ta myśl. Co ja zrobiłam?


Następnym tematem była radość. -->Muzyka do tego tematu<---

Właśnie przygotowywałam się do treningu w swoim pokoju, gdy ktoś zapukał do drzwi. To był Dymitr.
- Witaj Towarzyszu. Jaki wiatr cię tu przywiódł? Szczególnie pół godziny przed treningiem?
- Taki, że cię porywam.
- Gdzie?
- A nie powiem.
- A co na to nasza kochana Kirova?
- Pani dyrektor Kirova - uśmiechnął się co mu się rzadko zdarzało. - Nic. O na nic nie wie. Zresztą Alberta też.
-Nie wywalą cię za to z pracy?
- A niech wywalają. Dla ciebie mogę się rzucić pracę. Ba! Mogę się rzucić w rój strzyg!
-Ach już nie przesadzaj. - pocałowałam go. - To gdzie idziemy?
-Powiedziałem, że nie powiem.
- Dobra...
Złapał mnie za rękę i wybiegliśmy z pokoju. Drzwi zatrzasnęły się za nami z hukiem.
Zauważyłam, że prowadzi mnie w stronę starej wartowni. Biegliśmy przez campus. Wszyscy się na nas patrzyli. A co tam niech się patrzą!
Zatrzymał się przed małym laskiem otaczającym wartownię co skończyło by się moim efektownym upadkiem, jakby mnie nie złapał. Z kieszeni wyjął chustkę, którą przewiązał mi oczy.
-Dymitr, po co to?
- Ohh, Roza. Czy ty musisz być dzisiaj taka dociekliwa? Niespodzianka to niespodzianka. - pocałował mnie delikatnie i splótł moje palce z moimi.
Zaczął mnie prowadzić, a moje serce zaczęło szybciej bić. Co mu odbiło? Może urządził coś w stylu Westernu? Nie wiem. Miałam ochotę zerwać sobie opaskę z oczu, ale mój pomysł spalił na panewce, bo właśnie zrobił to za mnie mój kochany strażnik. Moim oczom ukazała się polana przed wartownią. Zaprowadził mnie na koc, na którym stał piknikowy koszyk.
W środku znajdowały się 2 pudełka, butelki i kieliszki. Jedno z pudełek skrywało pizzę pepperoni, zaś w drugim były świeżo upieczone bułeczki z kruszonką.
-Dymitr! Wiesz, że to uwielbiam! Skąd żeś to wytrząsnął?!
-Sekret strażnika. -uśmiechnął się.
- To, które pijemy? Białe czy czerwone?
- Do pizzy? A tak w ogóle mogę?
- A czego by nie. To co czerwone ?
-Oki.
Siedzieliśmy rozmawiając i popijając wino. Raz po raz się całowaliśmy. Było cudownie. Jesienne słońce nas ogrzewało. Na około śpiewały ptaki. Nigdy nie podejrzewałam, że Dimka jest do tego zdolny. W pewnym momencie wyciągnął z kieszeni swojego nieśmiertelnego prochowca pudełeczko.
-Otwórz.- poprosił
W środku na aksamitnej poduszeczce leżał pierścionek z małym diamentem. Nie wierzyłam własnym uszom i oczom.
-Roza .Czy zostaniesz moją narzeczoną?
-Tak. -pocałowałam go wplatając palce w jego aksamitne włosy.
- Powiedz mi. Czy ty obrabowałeś bank? Albo przynajmniej portfel Iwaszkowa?
- Nic z tych rzeczy Roza. Nic z tych rzeczy.
-Czy to może trwać wiecznie?
-Wątpię. Wiesz jak to z nami jest. Rosa.
-Wiem dokładnie, wiem.
Wtuliłam się w niego. Leżeliśmy tak jeszcze chwilę, a potem zebraliśmy się do dormitorium.

Następnym tematem był smutek. --->Muzyka do tematu<--
Stałam w ciemnej piwnicy. W ręce trzymałam topór umazany krwią człowieka, który zabił mojego najlepszego przyjaciela. Dlaczego od razu nie zerwałam się do walki, tylko stałam i patrzyłam? Nie wiem. Cała się trzęsłam, a po głowie chodziły mi tylko obrazy śmierci Masona. Miałam ochotę wybić wszystkich ludzi na świecie, ale to były tylko moje chore myśli, bo fizycznie nie miałam na to sił. Nie mogłam też wypuścić z ręki toporu. Jakby ktoś przykleił go do mnie. Podeszłam do Masona i wolna ręka zamknęłam mu oczy. Potem wtuliłam się w niego i zaczęłam płakać. Przed oczami widziałam tylko urywane obrazy. 
Wspólne chwile spędzone z nim. Te dobre i te złe. Nasze walki, kłótnie, pocałunki. A teraz wszystko się skończyło. Przeze mnie. Bo nie zareagowałam tak jak chciałam. Z kieszeni kurtki wyjęłam sztylet. Właśnie przykładałam go rany po walce, która właśnie zaczęła się zabliźniać, gdy ktoś złapał mnie za rękę. 
-Mary nie! 
- To przeze mnie! Krzyknęłam i przecięłam ranę. Czułam jak upadam. A potem widziałam już tylko ciemność,


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz