piątek, 9 stycznia 2015

Kurs Kreatywnego Pisania v.2


Hej. Dziś mam dla Was kolejne opowiadanie z Kursu Kreatywnego Pisania, o którym wspominałam w poście wcześniejszym. Opowiadanie wygrzebałam z czeluści mojego maila. Jakoś mnie natknęło by tam posprzątać. Nie przedłużając już zapraszam do czytania. ;)
Ps. Opowiadanie nie jest poprawiane. Jest to czysta wersja spod mojej ręki jakieś pół roku temu, a wtedy pisać do końca dobrze nie umiałam. ;) 


            Komoda mojej babci była najbardziej niezwykłym meblem w naszym mieszkaniu – wiekowa, pięknie rzeźbiona, z mnóstwem szuflad, w których kryły się niesamowite skarby, a z każdym z nich była związana jakaś tajemnica. Tajemnice zawsze mnie fascynowały, tak jak wszystkie drobiazgi znajdujące się w babcinej komodzie.
Nie wiedzieć czemu babcia niechętnie o nich mówiła, ale pewnego dnia nakłoniłem ją wreszcie, by opowiedziała mi historię dotyczącą jednej z rzeczy znajdujących się w szkatułce.
A zaczęło się to tak:

            Kiedy byłem na wakacjach u babci, zaproponowałem jej sprzątanie domu. Zgodziła się, ale miała jeden warunek: "-Nigdy nie otwieraj szkatułki" Spytałem dlaczego, ale ona puściła to mimo uszu. Zawsze tak robiła, gdy ktoś ją o to pytał.  Jakby kryła tam jakieś mroczne sekrety. A może jakieś miała? Musiałem to z niej jakoś wyciągnąć. 
            Kiedy sprzątaliśmy w salonie, ja niby nie chcący potrąciłem szkatułkę. Wysypało z niej mnóstwo rzeczy. Zaczynając od zdjęć, poprzez bransoletki, kończąc na małych kuleczkach. Ale moją uwagę zwróciła jedna mała niebieska kuleczka, która leżała w przezroczystym woreczku. Wyglądem przypominała nazar. Czyli amulet zwany też okiem proroka. Zdziwiłem się. Babcia była w Turcji? Podniosłem ją z ziemi i poszedłem do babci spytać co ona oznacza. A ona tylko westchnęła:
- Nie dasz mi spokoju póki nie dowiesz się co dla mnie znaczy jedna z rzeczy ze szkatułki. Prawda? - przytaknąłem.
-Dobrze. Usiądź. I weź mnie za ręce.
-Po co mam... - przerwała mi gestem.
-Spokojnie. Zaufaj mi. Przeprowadzę Cię przez moje wspomnienia. Nie będziemy tam uczestniczyć fizycznie, lecz duchowo, więc nic nam nie będzie.
- Czy ty jesteś jakąś czarownicą?
 -Można tak powiedzieć. Gotowy?- skinąłem głową i ująłem ręce babci.
            Przenieśliśmy się na dużą polanę w środku lasu. Było upalne lato. Już prawie zmierzchało. Miałem wrażenie, ze ktoś nas obserwuje. Przeszedł mnie dreszcz. Wzrokiem odszukałem młodszą wersję babci. Leżała na kocu wtulona w jakiegoś chłopaka. Była piękna, zresztą teraz też taka jest. Na głowie miała wianek upleciony ze stokrotek. Na sobie miała zwiewną sukienkę. Nie dziwię się, że dziadek zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia. 
Już miałem otworzyć usta by spytać babci kto to jest, ale ona mnie uprzedziła.
- Witaj w moich spojrzeniach. Zaraz zobaczysz pierwszą część sekretu kuleczki. Spójrz tam- wskazała na koc.
            Leżeli razem na kocu, gdy on wyciągnął w jej stronę rękę z małym pudełeczkiem.
-To dla Ciebie kochanie. Na szczęście. - powiedział.
            Babcia otworzyła pudełeczko i wyjęła z niego bransoletkę z nazarów. Założyła ją na rękę i pocałowała chłopaka. Już miała coś powiedzieć, gdy nagle rozpętało się piekło. Z zakątków lasu wyskoczyła grupa ludzi, a raczej wampirów. Bo ludzie nie mają trupiobladej skóry, kłów i czerwonych obwódek wokół źrenic. Prawda? Zacisnęłam palce na nadgarstku babci tak, aż zbielały mi kostki. Cały drżałem, dłonie mi się pociły. Nie chciałem na to patrzeć, ale chęć poznania prawdy brała górę. Babcia wyczuła mój strach:
-Spokojnie. Nic nam nie będzie.
-Ale ty.. on ... ty. - jąkałem się.
-Taka jest historia. To jest druga część sekretu.
            Usłyszałem przeraźliwy krzyk. Ujrzałem przed sobą wampira, który trzymał w swych szponach chłopaka babci. A on wił się i krzyczał. Chciał uciec, ale nie mógł. Wampir wbił swe kły w szyję chłopaka, krzyk ucichł, a na twarzy chłopaka zagościł błogi uśmiech. Endorfiny właśnie zaczęły działać. Ostatnim tchnieniem szepnął do babci:
-Uciekaj. - potem upadł na ziemię, a wampir skierował spojrzenie na babcie oblizał się i wyszczerzył kły, ale ona stała jak wryta.  W ręku ściskała bransoletkę. Nagle jedna z kreatur zapłonęła żywym ogniem. Z lasu wybiegła grupa ludzi. Każdy z nich był uzbrojony w srebrny sztylet i pistolet na srebrne naboje. Ktoś podszedł do babci i zaprowadził do samochodu.
Wyglądem przypominał dziadka, a raczej był to mój dziadek...